wtorek, 28 lipca 2009

O tym, jak jednemu Panu spadły majtki.

Ja generalnie nie lubię leżeć na plaży. Wręcz nie znoszę. Leżenie na plaży jest nudne i monotonne (o ile nicnierobienie może być monotonne...). Można je sobie oczywiście urozmaicić wszelkimi krzyżówkami, łamigłówkami, książką, iPodem czy też rozmową, ale nadal będzie to i tak jedna z najbardziej nudnych czynności na świecie.

Chyba że... spotyka się tam ciekawych ludzi.

Niedziela jest jedynym dniem, kiedy to na plaży pojawiają się tłumy Greków. Większość z nich ma wtedy 'repo', więc pakują się całymi rodzinami do aut i pędzą do najbliższego kurortu, by tam wygrzewając na słońcu swe ogromne, zasłaniające stopy brzuchy i sącząc piwo z 1,5 litrowych kufli, odpocząć choć chwilę od upierdliwych, wszędobylskich turystów. Ale jak już się Grecy wybierają na plażę, to robią to w 100% profesjonalnie. Często patrzę z podziwem na ojców, którzy obładowani krzesełkami plażowymi, parasolami, leżakami, pontonami, z lodówką turystyczną w jednej, a telewizorem w drugiej ręce, prawie zakopując się w gorącym piasku jeszcze potrafią się uśmiechać i cieszyć dniem wolnym.

Oczywiście honorowe miejsce na największym leżaku, dokładnie pod największym parasolem zajmuje głowa rodziny, czyli babcia, która ubrana cała na czarno, opasana wielką chustą, z rękoma założonymi na piersiach i groźną miną buldoga obserwuje okolicę, intensywnie kalkulując w głowie, ile jeszcze czasu będzie musiała tu siedzieć. Oczywiście nawet nie próbuje ukryć swego niezadowolenia, mrucząc cały czas pod nosem 'As to thialo, vlaca' i coraz bardziej odwracając się plecami do pozostałych.

Grecy na plażę zabierają chyba wszystkie swoje zapasy, bo ich koce piknikowe mimo ogromnego rozmiaru, mogą ledwo-ledwo pomieścić wszystkie te w pocie czoła przytargane ze sobą półmiski, talerze, salaterki... Spokojnie mogliby wyżywić tym pół wojska, ale sami też świetnie dają sobie z tym radę.

Jak już Grecy się na tę plażę wybiorą, to siedzą tam aż do zachodu słońca. Wtedy z bardzo zawiedzionymi minami z powrotem pakują się do swych aut i mkną do domu, gdzie wreszcie mogą spokojnie się wyspać przed kolejnym intensywnym, pełnym turystów tygodniem.

Obserwowanie właśnie takich rodzin, jak te, jest jedyną rzeczą, którą tak naprawdę lubię w leżeniu na plaży. Oni sami w sobie dostarczają tyle rozrywki, że wszystkie te krzyżówki, łamigłówki, książki, iPody czy też rozmowy okazują się zupełnie zbędne...


P.S. Ah no tak! Zapomniałabym. Faktycznie jednemu panu spadły majtki :) Ale tak to już jest, gdy skacze się na wysokie fale i zapomni się odpowiednio zabezpieczyć kąpielówki przed zsunięciem...

Brak komentarzy: