środa, 8 lipca 2009

Duże pitosy.

Kto by pomyślał, że za jedyne 2,30€ można dojechać do stolicy? My też nie. (Kocham prawie-studenckie życie! :P )

Po urzędowej wycieczce byliśmy z Mateuszem tak zamurowani, że musieliśmy to jakoś odreagować. Dosłownie w 5 sekund podjęliśmy decyzję – jedźmy do Iraklionu! W końcu, co innego można robić, jak nie zwiedzać, skoro już cudem dostało się dzień wolny? ‘We were wondering if it was a problem for you to drop us at a Bus Stop, where we could catch a bus to Iraklion?’ – zapytałam nieśmiało mojego managera. Byliśmy przekonani, że tak, jak zwykle nie zgodzi się, więc wyobraź sobie nasze zdziwienie, gdy odrzekł ‘OK’!

Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie zdziwienie nas ogarnęło, gdy zamiast zdezelowanego, starego, wysłużonego PKS-a, na przystanek podjechał nowoczesnej klasy autokar rejsowy, w pełni klimatyzowany, z toaletą i dvd na pokładzie! :O Byliśmy w tak ciężkim szoku, że aż jeden ominęliśmy i jak debile czekaliśmy 30 minut na kolejny...



Do stolicy dotarliśmy 32 minuty później i od razu znaleźliśmy autobus do Knossos (wreszcie swojski PKS!) Niecałe 25 minut zajęła nam droga z centrum aż pod same ruiny, a potem spędziliśmy wspaniałe dwie godziny snując się po otwartej przestrzeni w 36 stopniowym upale.










Okolice Knossos są bardzo malownicze; wioski położone są na łagodnych pagórkach i pokryte zielenią o zeschłym odcieniu. Zieleń to przede wszystkim plantacje winorośli, sady drzew brzoskwiniowych i kiwi, plantacje tytoniu, pomidory, ogórki, fasola... Dziełem przypadku trafiliśmy do greckiego baru na obiad. Był to zwykły bar, gdzie główną klientelę stanowili faceci w roboczych ubraniach, a my byliśmy dla nich ciekawą atrakcją - byliśmy obserwowani, pozdrawiani, zaczepiani, zagadywani... Nigdy wcześniej w Grecji nie jadłam tak doskonałego obiadu! (Być może dlatego, że nie musiałam chować go w kuchni i czekać 2 godziny na zjedzenie?) Naprawdę, żadna z wcześniejszych restauracji nie umywała się do naszego przypadkowego baru! Najgorsze jest to, że jeśli chciałabym kiedykolwiek jeszcze raz dotrzeć do tego baru... to byłby klops... bo trafiliśmy tam gubiąc się po drodze - a czy można zgubić się ponownie?

Poniższe zdjęcie zamieszczam na specjalne życzenie blogoczytaczy :)


1 komentarz:

belfer pisze...

Blogoczytacz przeprasza, że wcześniej nie podziękował za zdjęcie ale jest koszmarnie leniwy. Lenistwo motorem postępu!

Ale chwika... Gdzie jest piąty, biały delfin Uhm? No i oczywiście gdzie jest Nemo?