piątek, 3 lipca 2009

Europa „Bicz” Hotel i bunkry.



Zupełnie nie zdziwiło mnie, że na lotnisku nikt na nas nie czekał. Nie zaskoczyło mnie również, gdy moja komórka oznajmiła mi kończącą się baterię. „Świetnie! Jeszcze powinna mi się walizka rozwalić!” (Pewnie w tym momencie pomyślałeś drogi czytelniku, że tak właśnie było, ale muszę Cię uspokoić – bagaż dotarł cały. Ja zresztą też :P).

Poczułam ogromną ulgę, gdy 30 minut później zjawiła się wreszcie pani Dagmara serdecznie przepraszając nas najmocniej za spóźnienie. W drodze do naszego miasteczka wyjaśniła nam wszystko, co dotyczyło naszego pobytu tutaj (m.in. Mateusz dowiedział się, że mimo wcześniejszych ustaleń nie będzie jednak nadwornym fotografem, a po raz pierwszy w życiu zostanie kelnerem).
Gdy wreszcie dojechaliśmy do hotelu, moje podejrzenia okazały się jak najbardziej słuszne – dalej jechać już się nie dało. Hotel położony jest dokładnie na saaaaaaaaaamym końcu wioski. Zaledwie 100 metrów dalej na szosie stoją barykady i wisi ogromny znak „Stop”, oznaczający koniec świata.



Świadomość, że do „centrum” czy też np. tawerny Mythos trzeba iść (i iść, i iść, i iść) pod górkę spory kawałek nie nastraja nas zbyt pozytywnie, jednak rzeczą, która bije wszystkie inne na głowę, jest nasze zakwaterowanie.

Do naszych pokoi poprowadziła nas jedna z recepcjonistek. Gdy znaleźliśmy się już na wysokości zupełnie ostatnich domków gościnnych, aż uśmiechnęłam się w duchu i pomyślałam „Czy może być jeszcze gorzej?”. Nasze pokoje znajdują się w jakichś podziemnych schronach, w powojennym bunkrze bez okien, w magazynie, w składziku na miotły i środki czystości, w miejscu, gdzie ogromne maszyny zaopatrują cały hotel w elektryczność, robiąc przy tym ogromny hałas przez całą dobę, w miejscu, do którego opisania brakuje mi już słów.



Tak, tu mieszkam :)



Warstwa brudu, jaka pokrywa wannę (tak, mamy łazienkę w pokoju!) przekracza spokojnie 10cm, a pod łóżko boję się nawet spojrzeć. (Sugerowany utwór – Everlast/Santana – ‘Put your lights on’. Wsłuchaj się w tekst :P) Koniecznie muszę zapytać o możliwość przeprowadzki…

Internet. Jak dla mnie kwestia jedna z ważniejszych – jedyna możliwość kontaktu ze światem żywych. Tutaj okazuje się być rzeczą zupełnie zbędną. "A po co Pani Internet" - zapytał mnie manager, gdy wyraziłam swe zdziwienie na brak bezprzewodówki w 4* hotelu.
(notka autora: starają się o 4 I PÓŁ gwiazdki! :P)

PC'y, które stoją w Internet Corner mają zamontowane z przodu otwory do wrzucania monet, jak automaty za czasów PRL, ale oczywiście byłoby zbyt pięknie, gdyby po wrzuceniu Internet jednak działał :)

Jakieś pozytywy? Napawaj się i zazdrość mi :P




2 komentarze:

Unknown pisze...

a my w naszym 3 i pół gwiazdkowym mamy wirelessa :D, który oczywiście nie rychci codziennie... ale jest !

belfer pisze...

Tak mnie teraz naszło. A ten hotel to miał w nazwie beach czy bitch? Bo tak z perspektywy czasu, to mi dziwne myśli przychodzą do głowy...