niedziela, 26 lipca 2009

Od Anki zimne poranki

Zgodnie z tym starym polskim porzekadłem od 26 lipca powinniśmy spodziewać się zauważalnego spadku temperatury w godzinach porannych. Jednakże, iż jest to jak napisałam polskie porzekadło, na Krecie oczywiście nie zmienia się nic.

Codziennie w drodze do pracy (jakieś 1,5 minuty piechotą) sprawdzam wysokość słupka rtęci na wiszącym przy basenie termometrze i jeszcze nigdy (nawet krótko po 6 rano) nie wskazywał temperatury niższej niż 25 stopni. Jednakże dzisiejszy poranny odczyt zwiastował niestety najgorętszy do tej pory dzień – 45 stopni w cieniu. Do tego bezwietrzny. Przebywanie w samo południe w pełni nasłonecznionej, ale nieklimatyzowanej restauracji było istną masakrą, a co dopiero praca w takich warunkach. Na zmianę stawaliśmy pod nawiewem, by choć na chwilę odpocząć i móc pooddychać lżejszym powietrzem.

O jak w taki upał się nic nie chce…
W taki upał najchętniej leżałoby się w wannie z zimną wodą albo jadło bezkarnie lody cały dzień, jeden za drugim, jeden za drugim.
W taki upał wszystko lepi się do mokrego ciała, a ułożone rano włosy znów zmieniają się w odstające-w-każdym-możliwym-kierunku strąki.
W taki upał błaga się Manoliego prawie na kolanach, by pozwolił choć na moment wejść do chłodni.
W taki upał nie potrzeba włączać podgrzewaczy w bufecie, bo jedzenie wcale nie stygnie.
W taki upał wszystkie kończyny odmawiają współpracy i talerze, kieliszki, karafki lecą z rąk.
W taki upał nawet klimatyzacja się buntuje i zaczyna kapać na gości w środku obiadu.
W taki upał rozwiązywanie sudoku w ogóle nie sprawia przyjemności.
W taki upał nawet lokalne koty wchodzą dobrowolnie do morza, by się ochłodzić.

Nawet teraz, gdy już powoli zbliża się zachód słońca, a ja siedzę na wygodnym barowym stołku w mej ulubionej tawernie, popijając zwyczajowy sok z pomarańczy w niezwyczajnym, bo imieninowym przybraniu, nadal czuję, jakby klawisze miały mi się zaraz pod palcami rozpłynąć. Dlatego kończę na dziś, bo w taki upał…

1 komentarz:

Unknown pisze...

boszzz jak ja umieralam w tą niedzielę... masakra z temperaturą... ale w chłodni pare razy się ochłodziłam hehe... A Manoliego też mamy:d boss z restauracji.
P.S.
No to spóźnione ale najlepsze życzenia imieninowe :D